sobota, 1 lipca 2017

5. Uczta zapoznawcza

Blondwłosy mężczyzna stał w bramie prowadzącej do jego własnego, świeżo wybudowanego domu. Był dumny z siebie, że w tak krótkim czasie udało się mu wszystko załatwić, ale także był zadowolony z budowlańców stawiających mury jego domu, którzy byli tak zawzięci, że obrali sobie za cel postawienie budynku mieszkalnego pokaźnych, jak na ich standardy, rozmiarów w równy miesiąc. Szczery uśmiech wkradł się na jego bladą twarz, gdy podziwiał swoje nowe lokum. Czuł niemałą satysfakcję patrząc na budynek. Opłacało się, cholernie.
Dom był w nowoczesnym stylu. Malfoy chciał jak najbardziej odbiec od wyglądu starych domów i dworów, gdyż nie chciał, by jego mieszkanie choć trochę nawiązywało do Malfoy Manor. Zewnętrzne ściany domu pokrywały trzy różne faktury: drewno, kamień oraz tynk. Ściana, na której znajdowały się drzwi wejściowe była nieco wsunięta w głąb, a nad nią powstał daszek chroniący posadzkę przed deszczem. Boku domu pokryte były mahoniowymi, drewnianymi deskami elewacyjnymi, zaś powierzchnię pod dużymi oknami obłożono szarym kamieniem. Reszta ścian potraktowana została białym tynkiem. Od ogrodzenia do schodków prowadzących do drzwi położona była popielata kostka, układająca się w prostą ścieżkę. Wokół niej znajdowały się małe lampy oświetlające drogę. Z tyłu domu dumnie prezentował się duży taras, obłożony dokładnie tymi samymi deskami, które prezentowały się na przodzie budynku. Na razie nic tam nie było, oprócz zabudowanego kominka, który w przyszłości miał służyć jako grill.
Draco z radością uchylił bramę, by już po chwili znaleźć się przy drzwiach wejściowych i siłować się z zamkiem. Wreszcie, gdy ten ustąpił, arystokrata postawił pierwszy krok w swoim nowym, własnym domu. O ile w budowie pomagał jak tylko mógł, to umeblowanie pozostawił w rękach zaprzyjaźnionej projektantki wnętrz – Mirandy Hoff. I tym razem się na niej nie zawiódł. Od samego wejścia uderzyła w niego elegancja i gustowność tego miejsca, i chłód. Cholera, ogrzewanie – pomyślał.
Po przekroczeniu progu mężczyzna znalazł się w otwartym holu, z którego od razu przechodziło się do salonu. Oba pomieszczenia, jak i większość domu utrzymana była w stonowanych barwach szarości, bieli oraz czerni. Salon zdawał się być podzielony na dwie części: jadalnianą i wypoczynkową, które łączył duży, marmurowy kominek z oszkloną szybą. Draco postanowił od razu rozpalić w kominku, gdyż było mu niewyobrażalnie zimno.
Część wypoczynkowa znajdowała się po lewej stronie pomieszczenia, a w jej skład wchodził olbrzymi telewizor z najnowszym kinem domowym, czarna, skórzana kanapa wraz z fotelami i stolik kawowy. Obok były przeszklone drzwi prowadzące na taras. W części jadalnianej, dużo mniejszej, stał dość długi stół z krzesłami do kompletu.
Malfoy przeszedł z salonu do kuchni, która mieściła się w pomieszczeniu obok, zlustrował ją wzrokiem i zacmokał z zadowolenia ustami. Czarno-biała kolorystyka, nowoczesne meble z najnowszych kolekcji, no i oczywiście czarny, marmurowy blat. Kuchnia idealna dla tak zapalonego kucharza jakim był blondyn, bo wbrew powszechnej opinii o arystokratach, uwielbiał gotować i nie wykorzystywał do tego skrzatów.
Następnie zwiedził łazienkę, oraz pokoje znajdujące się na piętrze. Było ich cztery, a jeden z nich pełnił rolę sypialni mężczyzny. Ściany w odcieniach szmaragdu, do tego ciemne, prawie czarne meble i łóżko mieszczące zapewne trzy, może cztery osoby. Ze swojego okna Draco miał widok na dom swoich sąsiadów oraz jezioro mieszczące się zaraz obok. W pomieszczeniu nie zabrakło oczywiście barku, w którym roiło się od różnego rodzaju alkoholu. Chyba jestem uzależniony – pomyślał sięgając po nieotworzoną jeszcze butelkę Ognistej. Jeden łyk jeszcze nikogo nie zabił.
****
– Mamo, nawet nie wiesz jak tęskniłam – zaszlochała Ginny. – Przepraszam…
– Ciii, skarbie już dobrze – upokoiła córkę kobieta, gładząc ją po włosach. – Gdzieś ty się podziewała?
– To długa historia…
– Domyślam się, skoro nie było cię dwa lata! Siadaj i się tłumacz – rozkazała.
Ginevra posłusznie zajęła miejsce na kanapie i zaczęła opowiadać. Nie ominęła żadnego szczegółu, powiedziała nawet o Kawie i ciastku. Z jej każdym słowem, oczy Molly Weasley zdawały się coraz bardziej rozszerzać. 
– Ż-ż-że co? Jesteś z tym Nottem? I przyjaźnisz z Zabinim i Malfoyem?! To śmierciożercy! Ginevro Molly Weasley przywołuję cię do porządku! Oni ci już kompletnie pranie mózgu zrobili! Nie zgadzam się ani na ten związek, ani na tę przyjaźń! A nazwiska Malfoy nie chcę już nigdy, przenigdy słyszeć! – wybuchnęła starsza kobieta po tym, jak jej córka skończyła opowieść.
– Planujemy ślub z Teodorem i nic nie… Mamo! – Pani Molly Weasley z nadmiaru przerażających informacji zemdlała.

Pół godziny później, gdy sytuacja się ustabilizowała, a Molly przyswoiła do siebie usłyszane od córki nowiny, Ginny wytłumaczyła jej na spokojnie, że Teodor i Blaise nie są źli, a Malfoy… no, cóż próbuje nie być zły. Kiedy matka przemyślała pewne rzeczy, nawet zaczęła się cieszyć ze szczęścia córki.
– Może przyprowadziłabyś do nas swojego narzeczonego? Chciałabym go z tatą poznać – zaproponowała.
– Wiesz, mamo… Może wy byście nas odwiedzili? Pokazałabym wam jak mieszkamy.
– Świetny pomysł! Zrobię twoją ulubioną szarlotkę, dobrze? 
– Dobrze – uśmiechnęła się najmłodsza latorośl Weasleyów. – Zaproszę też Hermionę, Blaise’a i Draco.

Uśmiech spełzł z twarzy Molly. O ile cieszyła się, że wreszcie zobaczy swoją byłą, niedoszłą synową, to wizja spotkania z dwoma pozostałymi osobnikami nie za bardzo jej się podobała.
– A Hermiona? Jak się jej wiedzie? – zapytała zatroskana rudowłosa pani.
– Dobrze, widuję się z nią regularnie. Mieszka w pięknym, małym domku nad jeziorem i z tego co mi mówiła, jest zachwycona. Pozbierała się po rozstaniu z Ronem, chociaż wydaje mi się, że w środku nadal coś do niego czuje, w końcu nie są razem dopiero miesiąc. 
– Jedyne co może do niego czuć, to obrzydzenie – skomentowała. – Zamierzasz go zaprosić na ślub?
– Kogo? Rona? Tak mamo, w końcu to mój brat, a to że przyjdzie z Potterem mnie nie wzrusza. Minęły ponad dwa lata i już nic kompletnie nie czuję. Jego miejsce zajął Teodor i bardzo się z tego cieszę. Wreszcie czuję się szczęśliwa. 

***

Przy długim stole w jadalni Teodora Notta siedzieli przybyli goście. Każdy różnił się od wszystkich i nijak nie pasował do pozostałego grona. Pani Weasley nieśmiało uśmiechała się w stronę Hermiony, ta zaś nerwowo obrywała skórki. Blaise Zabini wraz Malfoyem pochłonięci rozmową, zdawali się nie zauważać nikogo oprócz nich, a Teodor, Ginny i jej tata siedzieli w ciszy, tępo wpatrując się w tylko im znany, oddalony punkt.
– Panie Nott – zaczęła niepewnie Molly – ma pan piękny dom. 
Kobieta rozglądnęła się po jadalni. Beżowe ściany zdobione były złotymi listwami, w kącie swoje miejsce miał spory bar z różnorakim alkoholem. Obok wejścia znajdował się pokaźnych rozmiarów marmurowy kominek, kolorem wpasowujący się w odcień ścian. Nad stołem wisiał ogromny, kryształowy żyrandol. Starsza kobieta pierwszy raz gościła w tak eleganckim i pełnym przepychu domu. 
– Tylko nie pan, za niedługo będziemy rodziną – uśmiechnął się Teodor wyrwany z konsternacji. – Proszę mi mówić Teodor, albo Teo.
– Dobrze, więc mów mi mamo! – Kobieta wesoło klasnęła w dłonie.

Na stole pojawiły się przeróżne potrawy, od sałatek, przez indyka, na ciastach kończąc. Nie zabrakło również szarlotki przyniesionej przez panią Weasley.
– Blaise, Draco. – Ginny zwróciła uwagę mężczyznom. – Nie jesteście tutaj sami, jak widzicie. Może przestalibyście podśmiechiwać się pod nosem i zaczęlibyście konwersację z nami. 
– Nie uważam, by… – zaczął Malfoy.
– Ależ oczywiście. Pani Weasley, pani szarlotka jest wręcz prze-prze-przewyborna! W życiu takiej pysznej nie jadłem, a jest to moje ulubione ciasto. Jak to się stało, że macie państwo tylko jedną córkę? – Z Blaise’a wypłynął potok słów. – Uważam, że Teo i Ginny są świetną parą, uwielbiam ich! To są moje dwa gołąbki, a Hermiona to moja przyjaciółka, Draco też! Ale on nie chce się do niej przekonać, może to przez jej wygląd. Jest przepiękna i myślę, że Malfoy po prostu jest tak nią zauroczony, że… 
– DOŚĆ! – przerwał mu blondyn. – Skończ pierdolić. 
– Sam skończ! 
– Oboje skończcie! – wrzasnęła Ginny. – Spotkaliśmy się tu, żeby miło spędzić czas i byście mogli poznać bliżej moich rodziców. Coraz bardziej żałuję, że was zaprosiliśmy.
– Skarbie, nie przesadzaj… – uspokoił kobietę jej narzeczony. – Korzystając z okazji, że jesteśmy tutaj wszyscy razem, chcielibyśmy z Ginny coś ogłosić. – Mężczyzna wstał, łapiąc za rękę swoją wybrankę. – Pobieramy się i chcielibyśmy was dzisiaj na ten ślub zaprosić. 
Wtem przed gośćmi pojawiły się zaproszenia zdobione w delikatne, kwiatowe wzory. Hermiona wzięła swoje zaproszenie do rąk i otworzyła je. Na samej górze widniało poruszające się zdjęcie przedstawiające całującą się parę – Ginny i Teodora.

ZAPROSZENIE
Ginny Weasley i Teodor Nott
mają zaszczyt zaprosić
Hermionę Granger wraz z osobą towarzyszącą
na Uroczystość Zawarcia Związku Małżeńskiego,
która odbędzie się w dniu 20 stycznia 2005 roku
o godzinie 14:00 w Dworze Państwa Nott.

„Miłość zaczyna się wtedy,
kiedy szczęście drugiej osoby

jest dla Ciebie ważniejsze niż Twoje.”

– Nie rób tego, Teo! Ta ruda małpa zniszczy ci życie! – zaprotestował Blaise śmiejąc się.

Atmosfera rozluźniła się i wszyscy po skończonym posiłku rozgadali się na dobre. Pan Weasley dyskutował z Teodorem na temat najnowszych telewizorów wprowadzonych właśnie na magiczny rynek, Ginny z Hermioną i Molly rozwodziły się na temat wyboru sukni ślubnej, menu oraz dekoracji Sali Balowej znajdującej się w Dworze, zaś Draco i Blaise udali się w stronę barku, by skonsumować swój ulubiony ognisty trunek. 
– Diable, jeszcze raz będziesz pieprzył głupoty na mój temat, to ci łeb ukręcę – zagroził blondwłosy mężczyzna. 
– Spokojnie, spokojnie. Ja widzę, że ona cię kręci! Kręci cię tak bardzo jak tamten gość na tej pamiętnej imprezie Teodora. 
– Ona mnie nie kręci! To plugawa, brudna szlama! Z trudem znoszę jej towarzystwo.
– Oj, już nie przesadzaj. Widzę jak na nią patrzysz.
– Z nienawiścią i pogardą?
– Z zafascynowaniem. 
Malfoy już wymierzał cios w ramię ciemnoskórego przyjaciela, gdy podszedł do nich przyszły pan młody.
– O czym rozmawiacie? – zapytał.
– O…
– O tym, że Draco się zabujał w Granger i jego miłość jest tak wielka jak stąd do Hogwartu. – Mężczyzna wykonał ręką ruch, pokazując daleko oddalony punkt.
– Nie ważne. Ginny powiedziała, że chce zaprosić Weasleya.
– Którego? Jej wszyscy bracia mają tak na nazwisko – skomentował Draco.
– Rona.
– Po chuj? Żeby przyszedł z Potterem i w środku imprezy zaczęli się obściskiwać na stole? Nie, dzięki.
– W sumie, nasz Teodorek chyba lubi takie klimaty – zażartował czarnoskóry, lecz czym prędzej przywołał się do porządku, gdy napotkał nienawistne spojrzenie przyjaciół. – Dobra, już nie będę.

– Draco, zrób każdemu po drinku. Mama Ginny powiedziała, że bardzo chciałaby spróbować drinka stworzonego przez ciebie oraz, że ma nadzieję, że jej nie otrujesz. 
– A co ja jestem? 
– Mój przyjaciel. Dla Hermiony też masz zrobić.
– Oczywiście, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, panie Nott – zakpił Draco. Dla Granger to ja zrobię mój specjał – dodał w myślach.

Chwilę później wszyscy rozkoszowali się podanymi im kolorowymi drinkami. Hermiona, tak jak przewidział Draco, krzywiła się niemiłosiernie, lecz piła dzielnie łyk za łykiem.

– Dość… dość mocny ten drink – wydukała szatynka. – Ale jaki pyszny – upiła spory łyk – o, Merlinie! 
Kobieta szybko wypiła swój napój alkoholowy i poprosiła o jeszcze jednego, a zaraz kolejnego.

Po około pół godzinie szatynka ledwo trzymała się na nogach. Wypiła pięć specjałów Draco i niestety było to o pięć za dużo. Przy stole panował wesoły gwar, nikt już nie czuł granicy między nimi i wszyscy swobodnie rozmawiali na dowolne tematy. Żaden z gości ani gospodarzy, oprócz Malfoya, nie zauważył jak Hermiona powoli osuwa się w dół, w stronę podłogi. Kilka sekund później leżała już, smacznie śpiąc, na jasnobrązowym parkiecie. 

Właśnie o taki rozwój sytuacji chodziło Draco. Upić ją do nieprzytomności, żeby nie musieć patrzeć na jej szlamowatą osobę. Cóż, on chyba nigdy nie przestanie pałać do Granger nienawiścią.


– Hej, gdzie jest Hermiona? – zapytała w końcu Ginny.
– Leży – odpowiedział jej Draco z uśmieszkiem na ustach.
– Gdzie? 
– Na podłodze. – Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
Ginny spojrzała obok i faktycznie, jej przyjaciółka smacznie spała pod nogami stołu. 

– Ty cholero! Coś ty jej dał do tych drinków?!
– Same dobre rzeczy, Weasley, same dobre rzeczy.

Baaardzo długo nie było tego rozdziału, chociaż już dawno był napisany i czekał na opublikowanie. Nie miałam czasu, miałam dużo na głowie, nauka, obowiązki. Ale teraz, gdy mam wakacje,wreszcie mam trochę wolnego czasu i mogę pisać :) Zachęcam do komentowania! 

środa, 3 maja 2017

4. (Nie)samotne noce

Harry Potter usadowił się wygodnie na kolanach swojego rudego partnera. Minęło sporo czasu od ujawnienia ich związku przez prasę, więc dziennikarze nie interesowali się już ich poczynaniami. Mogli spokojnie rozkoszować się przyjemnościami płynącymi z ich wspólnego pożycia. Co prawda, Ron nie mieszkał już w Norze, ponieważ po tym jak jego matka dowiedziała się o związku z Potterem, kazała mu w trybie natychmiastowym opuścić dom. Mimo jej ogromnej sympatii do Harry’ego, nie mogła przeboleć tego, że jej własny syn jest homoseksualistą. Po całej tej akcji, mężczyźni zamieszkali w domu Pottera, który dzięki jego pokaźnemu majątkowi był jednym z najbardziej gustownych i drogich budynków w okolicy. Wybraniec kupił go po rozstaniu z Ginny, gdyż nie czuł się dobrze mieszkając w Norze.
Salon, w którym przebywała para był elegancko urządzony. Białe meble kontrastowały z czarną, skórzaną kanapą i fotelami. Jedną ścianę pokrywały regały z książkami, które w większości stanowiły ozdobę, ponieważ ani Harry’ego, ani Rona nie ciągnęło do czytania. No, chyba że o Quidditchu. W kącie stał minibar, zaopatrzony w dużą ilość alkoholu. Mężczyźni lubili wieczorami upijać się, po to, by po wszystkim lądować w łóżku. Ot, taka ich tradycja.
Weasley odgarnął z czoła Pottera kosmyki przydługiej już grzywki. Uśmiechnął się do niego czule.
– Nie żałuję, że nas wtedy nakryli – szepnął.
– Wiesz co, Ron? Głupio się czuję. Niby sam zerwałem z Ginny, by z tobą być, ale szkoda mi Hermiony. Ona tak cię kochała… 
– A myślisz, że moja siostra ciebie nie? Złamałeś jej serce! 
– Hej! Nie krzycz, oboje głupio postąpiliśmy, tak? Czasu nie cofniemy, a teraz przynajmniej jesteśmy ze sobą szczęśliwi i co najważniejsze, nie musimy udawać.
Ron kiwnął głową, przyznając rację swojemu chłopakowi. 
– Masz ochotę na herbatę? – zapytał.
– Z chęcią. – Potter się uśmiechnął pokazując rząd białych zębów.


***

Hermiona przez okno obserwowała blondwłosego mężczyznę zwiedzającego działkę znajdującą się niedaleko jej domu. Śmiała się pod nosem, w głowie mając setki wymyślonych przez nią reakcji Draco, gdy ten się dowie, kim jest jego sąsiadka. 
Musiała przyznać, że miał rozmach. Ledwo co kupił działkę, a już w ciągu kilku dniu pojawiły się pierwsze fundamenty i ściany. Biorąc pod uwagę to, iż był listopad i lada dzień mógł spaść śnieg, Malfoy spieszył się z budową. Pannę Granger dziwił fakt, że pomimo tego, iż na budowie pracowało sporo ludzi, to blondyn także pomagał. A co najlepsze, nie używał do tego magii. Ciekawa sprawa. Z wyliczeń Hermiony wynikało, że dom Malfoya, o ile będzie utrzymane tempo prac, będzie gotowy do użytku już za dwa tygodnie.

Odsunęła się od okna i poszła przygotowywać kolację, na którą zaprosiła swoją przyjaciółkę. Od zawsze lubiła gotować, więc gotowanie dla więcej niż jednej osoby sprawiło jej niemałą frajdę. Nigdy nie miała okazji popisać się kulinarnie, gdyż w domu gotowała mama, w Norze Molly, a tutaj… nie miała ochoty na wykwintne gotowanie tylko dla siebie. Po godzinnej krzątaninie w kuchni, kobieta nakryła do stołu, wyszykowała się i jedyne, co pozostało, to oczekiwanie na Ginny.
Nie dane jej było długo czekać, bo już po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi, oznajmiający przybycie gościa. 
– Hej, Hermiono – przywitała się Ginny przytulając przyjaciółkę. 
– Cześć. – Panna Granger ucałowała kobietę w policzek. – Rozgość się. 
Weasley powiesiła swój szary płaszcz na wieszaku i rozpoczęła wędrówkę po domu. 
– No, muszę ci powiedzieć, że przytulnie tu masz, nie to co u nas – zaśmiała się. – Sama urządzałaś?
– Większość mebli pozostała po poprzednim właścicielu, ale mi nie przeszkadzają. Dodałam tylko parę akcentów od siebie.
– No tak – powiedziała – te regały to na pewno od ciebie. Nie sądzę, żeby ktoś inny czytał aż tyle, co ty. 
Przyjaciółki obeszły razem cały dom. Ginny była zachwycona, jednak nie szczędziła na komentarzach dotyczących ilości książek w domu panny Granger. Wreszcie zakończyły zwiedzanie na salonie połączonym z kuchnią. Bordowo-włosa zasiadła do stołu i oczekiwała kolacji. Specjalnie nie jadła w domu, bo wiedziała że Hermiona będzie wciskać w nią jedzenie tak samo, jak jej świętej pamięci babcia. Wnuki Granger z pewnością będą otyłe.

Uśmiechnęła się, gdy wreszcie przed nią pojawiło się danie. Ginny musiała przyznać, że przyjaciółka się postarała. 
– Łosoś z suszonymi pomidorami – wytłumaczyła. – Mój specjał, smacznego.
Do kolacji była Gryfonka podała również wino, które idealnie współgrało smakiem z przepyszną, rozpływającą się w ustach rybą.

Po skończonym posiłku i dwie butelki wina później kobiety rozluźniły się, a rozmowy stoczyły się na coraz to błahe tematy. 
– Wiesz co? Nie mów nikomu, ale Malfoy się buduje obok – parsknęła Hermiona. – On nie wie, że ja tu mieszkam. 
– No to będzie miał niespodziankę. Tak w ogóle, to jak się czujesz po ostatniej imprezie u nas? 
– W sumie, nie było tak źle, jak się obawiałam. Malfoy na początku był niemiły i szczerze powiedziawszy, chciałam wyjść, ale już po kilku drinkach mu przeszło.
– Wiem, wiem… Na początku też nie pałał do mnie zbytnią sympatią. Ba, przez kilka miesięcy próbował wybić Teodorowi z głowy nasz związek. No, ale jak widać, nie udało się. – Ginny uśmiechnęła się triumfalnie. – A jak tam w pracy?
– Wiesz… Coraz bardziej mnie to przytłacza. Na początku było świetnie, spełniałam się, ale teraz? Teraz już sama nie wiem. Chciałabym zrezygnować i założyć szkołę tańca. 
– No to na co czekasz? Uwielbiasz tańczyć, a jesteś idealnym nauczycielem! Rzuć tę pracę w cholerę i spełniaj się! Nie będziesz wiecznie młoda. 
– Może i masz rację… 
– Hermiona?
Kobieta spojrzała smutnym wzrokiem na przyjaciółkę. Po dużej ilości alkoholu wspomnienia uderzyły w nią ze zdwojoną siłą. Była bliska płaczu, ale nie mogła pokazać, że nadal ją to boli. Musiała być silna.
– Tak?
– Widzę, jak się męczysz. Jesteś tutaj bardzo samotna, prawda? 
– W sumie, to…
– Przyjedź do nas na święta. Zostaniesz aż do sylwestra, nie będziesz tu siedzieć sama jak palec.
– Ja nie wiem… Nie chcę się wam narzucać. 
– Nikomu się nie będziesz narzucać! To już postanowione – uśmiechnęła się Ginny. – A teraz słuchaj, mogę zostać u ciebie na noc? 
– Pewnie – ożywiła się Hermiona na fakt, iż tej nocy nie będzie spać sama.


***

Drzwi prowadzące do salonu Notta otworzyły się z hukiem, a w progu stanął Blaise z zaciętym wyrazem twarzy. Zaraz za nim pojawił się Draco.
– Teodor! Przybyliśmy uratować cię przed samotnością czekającą cię dzisiejszej nocy – zawołał czarnoskóry mężczyzna zbliżając się do przyjaciela. 
–  To znowu wy… – mruknął zawiedziony Nott. 
– No, a kogo się spodziewałeś? Księcia na białym hipogryfie? Ginny cię opuściła, to ktoś musi zapełnić pustkę w twym łóżku, nie? 
– Nie wiem jak ty Blaise, ale ja przyszedłem się napić w towarzystwie moich kolegów. Nie wnikam, co będziecie robić po tym, jak wrócę do domu – zaśmiał się Malfoy stawiając butelkę Ognistej na stole. 
Gospodarz nie spodziewał się tej wizyty, a wręcz chcąc jej uniknąć nic nie mówił o wypadzie Ginny do Hermiony. No, ale Zabini zawsze wiedział wszystko, nie wiadomo skąd. Cholerny jasnowidz. 
– Dobra, jak już jesteście i przynieśliście – spojrzał na butelkę Ognistej – alkohol, to w ostateczności mogę was przyjąć. 
Zadowolony Blaise skoczył na kanapę i rozłożył się na niej. Uśmiechnął się uwodzicielsko w stronę przyjaciela i zacmokał. 
– Zabini, kurwa, bo zaraz stąd wylecisz! – warknął Nott.
– Dobra, dobra, nie tak ostro, mój ty ogierze – zaśmiał się Blaise, jednak gdy zobaczył narastającą złość w oczach Teo, przestał. – Już nie będę.

Blaise odgrywał taką scenkę za każdym razem, gdy tylko spotykał Teodora. Jednak nie było to nieuzasadnione zachowanie. Otóż, pewnej nocy na jednej z dyskotek, na którą trafiła trójka przyjaciół, Nott zdecydowanie przesadził z alkoholem. Zaczęło się niewinnie, od tańca z przypadkowymi kobietami. To jednakże było dla niego za mało i powędrował na stolik, by wirować tam w rytm muzyki. Nagle ujrzał cudną kobietę, jak wtedy myślał, więc postanowił czym prędzej do niej podejść i poderwać. Zeskoczył ze stolika i chwiejnym krokiem, cały czas obserwowany przez Malfoya i Zabiniego, przemknął do blondwłosej piękności. Zanim zdążyła się odezwać resztka rozumu, niezmącona jeszcze przez nadmiar alkoholu, pocałował ją. Po namiętnym i jakże cudownym pocałunku, Teo otworzył oczy. Wreszcie dostał odpowiedź na nurtujące go pytanie, chodzące po jego głowie w trakcie skradania buziaka nieznajomej Co mnie tak kłuje w twarz? 
Okazało się, że właśnie całował się z mężczyzną. Co lepsze, on wcale nie wyglądał jak kobieta! Nott momentalnie wytrzeźwiał. Zdołał tylko bąknąć ciche Przepraszam, nim uciekł w stronę wyjścia.

Było to jeszcze przed poznaniem Ginny, więc już grubo ponad trzy lada, jednakże Blaise nie dał mu o tym zapomnieć. Jedynie wtedy, gdy jego kobieta była w pobliżu, miał spokój, ponieważ Zabini był na tyle miłosierny, że postanowił nie mówić Weasley o przygodzie jej narzeczonego. Chociaż tyle. Na szczęście Malfoy nie był aż tak pamiętliwy i nie dołował przyjaciela jeszcze bardziej. On powstrzymywał się od komentarzy i uważał, że Blaise także powinien skończyć wyśmiewanie się z Teodora.
– To za co dziś pijemy, panowie? – zapytał Malfoy sięgając po butelkę. 
– Za naszą niekończącą się przyjaźń! – zawołał Zabini. 
– Za przyjaźń – zawtórowała pozostała dwójka mężczyzn.

Po kilkunastu kolejkach, Blaise postanowił włączyć muzykę i przedstawić kolegom swoją nową, autorską choreografię. Gdy pierwsze dźwięki zaczęły wydobywać się z głośników, ten rozpoczął wyginać się w niezidentyfikowany dla jego towarzyszy sposób. Na początku ich to bawiło, lecz gdy Zabini przystąpił do zdzierania z siebie koszuli, a zaraz później reszty swojej garderoby, mężczyźni postanowili o zakończeniu jego pokazu. 
– Ej, właśnie miało być najlepsze! – warknął obrażony. 
– Zaprowadzę cię do jednej z sypialń, ty się nawet nie nadajesz na teleportację do domu. Zaczekaj Draco, zaraz wrócę.

Kiedy mężczyźni byli już sami, w końcu mogli porozmawiać normalnie, bez głupkowatych komentarzy Blaise’a. Był dobrym kompanem, ale po alkoholu stawał się nieznośny.

– Jak idzie budowa domu? – zapytał Teo.

– Muszę ci powiedzieć, że w miarę sprawnie. Skończyliśmy stawiać ściany, dach dzisiaj położyliśmy, no i jeszcze zostało wykończenie i wnętrze. Myślę, że na spokojnie będę mógł wprowadzić się za dwa tygodnie.
– Mam nadzieję, że zaprosisz nas na parapetówkę – zaśmiał się. – A tak w ogóle, to nawet nie miałem okazji zapytać, dlaczego się wyprowadzasz?
– Ciężko uwierzyć, że przeprowadzam się z dużego dworu do ponad połowę mniejszego domu, nie? Wiesz, przytłacza mnie ten budynek. Męczę się, widząc jak matka marnuje się u boku mojego ojca. Nie chcę na to codziennie patrzeć. Ona nie chce od niego odejść, więc to ja muszę odejść od nich.
– Rozumiem – przytaknął.
– Słuchaj, wiem, że kochasz We… – chrząknął – Ginny, ale wiesz jakie mam relacje z Granger. Nie toleruję jej, po prostu. Nie chciałbym, żebyście zapraszali nas jednocześnie.
– Dlaczego? Na ostatniej kawie i ciastku w miarę dobrze się dogadywaliście, nie?
– Nie.
– Cóż, będąc moim przyjacielem, musisz przyjąć do faktu to, że będziesz spotykał przyjaciółkę mojej kobiety. Poza tym, Hermiona nie jest taka zła. Spróbuj ją polubić.
– Nie namawiaj mnie do takich rzeczy! – krzyknął Draco i teatralnie splunął na podłogę.
– Jeszcze się do niej przekonasz.
Malfoy skrzywił się, po czym stwierdził, że czas już na niego i wyszedł z pomieszczenia. Po opuszczeniu ciepłego domu, uderzył go mróz panujący na zewnątrz. Cóż, nie ma co się dziwić, w końcu był listopad. Mężczyzna przeklął siarczyście poprawiając szalik, po czym teleportował się do Malfoy Manor. 

Cześć i czołem! Po trzech pierwszych rozdziałach dodanych tego samego dnia, wreszcie nadszedł rozdział czwarty opublikowany już tydzień później, a więc tak jak już to będzie regularnie.
Nie jestem z niego jakoś mega zadowolona, ale mam nadzieję, że się spodoba.
Zachęcam do komentowania i wyrażania swoich opinii ;)

środa, 26 kwietnia 2017

3. Nowe przyjaźnie

Hermiona z dnia na dzień stawała się coraz bardziej samotna. Przez pierwszy miesiąc czuła się cudownie, nie miała żadnych zmartwień i trosk, zapomniała o Ronie i wszystko wydawało się takie proste. Jednak z biegiem czasu, zaczęła odczuwać samotność i pustkę. Nie miała z kim porozmawiać, poplotkować, zwierzyć. Od kiedy Ron któregoś pięknego dnia „zabrał Krzywołapa na spacer”, słuch o jej ukochanym kotku zaginął. Fakt faktem, jej były partner nie lubił jej pupila, ale żeby posunąć się do tego, by się go tak po prostu pozbyć? Po tylu latach? Tak więc, w domu jedyne co na nią czekało, to cisza. Praca nie dawała jej już takiej satysfakcji jak kiedyś, chodziła do niej tylko z przymusu. Z wygadanej, radosnej kobiety, zamieniła się w odizolowaną od świata introwertyczkę. W końcu postanowiła, że musi to zakończyć. Ileż można odcinać się od świata? Od rozstania z Weasleyem minęło już trochę czasu, więc nadszedł ten moment, by ponownie być szczęśliwą, nie z nim. Po kilkudniowym namyśle doszła do wniosku, że spotkanie u Ginny może nie być wcale takim złym pomysłem. Finalnie, przecież może wrócić do domu, jeśli towarzystwo nie będzie jej odpowiadało. Całe szczęście, że przyjaciółka zostawiła jej swój adres. Powiadomiła ją więc listownie o swoim przybyciu.
Nadszedł piątek, a wraz z nim wyczekiwane spotkanie. Hermiona chciała dobrze wypaść, chociaż nie do końca była przekonana, co do zmiany, która podobno zaszła w byłych Ślizgonach. Bądź co bądź, nie utrzymywała z nimi koleżeńskich relacji i obawiała się ich reakcji na jej widok, a szczególnie tego, co powie i zrobi Malfoy. To z nim toczyła zajadłą walkę przez całą swoją edukację w Hogwarcie. Nigdy nie rozmawiali ze sobą normalnie, bez wyzwisk. Być może wydoroślał i zmienił choć trochę swoje poglądy. Być może. Jest już dorosłym mężczyzną, więc powinien się tak zachowywać. No właśnie, powinien…
Umówiła się z Ginny, że pojawi się o godzinie osiemnastej, więc tylko gdy wróciła do domu po pracy, zaczęła się przygotowywać. Po szybkim prysznicu przystąpiła do przeszukiwania swojej szafy w celu wybrania najodpowiedniejszego zestawu. Finalnie postawiła na prostotę – czarne spodnie, lekką, pastelową koszulę i skórzane, czarne botki. Podeszła do lustra zadowolona z efektów swojej pracy i spojrzała na swą twarz i włosy. O ile z twarzą mogła pomóc sobie delikatnym makijażem, który wykonała, to z włosami niestety nie było takiej opcji. Od kiedy pamięta puszyły się one niemiłosierne i każde ingerowanie w nie czarami, czy choćby zwykłą szczotką (!) kończyło się fiaskiem. 
– Powinnam wreszcie coś z nimi zrobić – powiedziała do siebie próbując rozczesać splątane kołtuny. 
Już od pewnego czasu zastanawiała się nad wizytą u magicznego fryzjera. Może on by coś zdziałał. Jednak bez przerwy zwlekała z umówieniem się do niego, przekładając to na jutro. W końcu, po kilkunastominutowej walce poddała się, związując włosy w warkocz. Rzuciła ostatnim spojrzeniem w lustro, i gdy upewniła się, że wszystko wygląda tak jak należy, nałożyła na siebie płaszcz i wyszła z domu.

Kobieta stanęła przy ogromnej bramie ogradzającej dwór Notta. Dom był naprawdę okazały. Z zewnątrz przypominał zamek, jednak brakowało mu strzelistych wież. Nie dorównywał jednak wielkością posiadłości Malfoyów, którą Hermiona miała zaszczyt podziwiać w trakcie jednej niezbyt przyjaznej wizyty, po której został trwały ślad na jej przedramieniu. Dwór miał biały kolor, a na każdej ze ścian znajdowała się niezliczona ilość okien. Dom otoczony był ogromnym ogrodem, który nawet o tej porze roku prezentował się niezwykle dobrze. Choć już wszystkie liście opadły, to ogród miał w sobie nutkę tajemniczości i elegancji. Hermiona w końcu przestała zachwycać się widokiem posiadłości i pchnęła masywną bramę. Dojście spod ogrodzenia pod drzwi zajęło jej dobre kilka minut.
– Na Merlina, po co budować dom tak daleko wejścia? Gdybym musiała codziennie marnować czas na przejście tego odcinka, to zaczęłabym chyba zaprzyjaźniać się z miotłą – mruknęła pod nosem.
Głośne pukanie odbiło się echem od ścian budynku. Po chwili w drzwiach stanęła Ginny. 
– Hermiona! Tak cieszę się, że już jesteś. Bałam się, że jednak nie przyjdziesz – przywitała się panna Weasley. – Chodź, co będziemy tak stać w progu – dodała, nie pozwalając dojść do słowa szatynce. 
Przechodząc przez długie i kręte korytarze kobieta miała wrażenie, że znajduje się w labiryncie. Wszystko było utrzymane w jasnobeżowej kolorystyce z elementami złota. Od wejścia uderzyła ją wytworność i elegancja tego miejsca. Nie ma co, Nott miał gust… No, albo jego rodzice. Mijała kolejne drzwi, w sumie naliczyła ich dziesięć, choć była pewna, że to nawet nie jest połowa pomieszczeń znajdujących się w dworze. 
– Jak im się chce tak ganiać codziennie? To jest wielkości Ministerstwa – mruknęła pod nosem.
– Mówiłaś coś? 
– Nie, nic – zaśmiała się.
W końcu kobiety dotarły do celu. Ginny otworzyła drzwi i gestem zaprosiła Hermionę do środka. 
Był to prawdopodobnie salon, choć czy można nazwać salonem pomieszczenie, które jest większe od jej całego domu? Westchnęła.

W centralnej części pokoju znajdowała się ogromna, szara kanapa, która spokojnie zmieściłaby dwadzieścia osób, przy niej stał pokaźnych rozmiarów stół. Przy lewej ścianie mieścił się bar, który miał w swoim zaopatrzeniu chyba każdy rodzaj alkoholu, jaki można sobie tylko wymarzyć. Na wprost baru, na ścianie wisiał monstrualnych rozmiarów telewizor, a resztę prawej ściany pokrywały obrazy, przede wszystkim przedstawiające prawdopodobnie przodków Notta. Że też wybrał dla nich takie miejsce. Na podłodze rozciągał się biały, puszysty dywan. Salon zaopatrzony był też w aneks kuchenny, co by nie trzeba było biegać po dworze w poszukiwaniu kuchni.
– Panowie! Proszę się ładnie przywitać – nakazała Ginny. 
Spojrzenia trójki przyjaciół spoczęły na Hermionie. Zaczęła odczuwać pewien dyskomfort przebywając z nimi w jednym pomieszczeniu dłużej niż minutę. Głośno przełknęła ślinę. 
– Witamy serdecznie w naszych, znaczy Teodorowych, progach – zaśmiał się Zabini. Czarnoskóry mężczyzna wstał, podszedł do byłej Gryfonki, ujął jej dłoń i ucałował jej wierzch. – Bardzo mi miło ponownie poznać.
– Dobry wieczór… – zawahała się Granger – mi również miło poznać.
– Dobra, dobra! Już nie tak oficjalnie, halo! – krzyknęła bordowowłosa śmiejąc się.
Blaise uśmiechnął się, ukazując rząd równych, białych zębów i wrócił na swoje miejsce. Następnie przywitał się Teodor, przytulając kobietę, jakby przyjaźnili się od zawsze. Ciekawa odmiana. 
– Cześć – powiedział Malfoy, nie siląc się na wstanie z kanapy. – Dobra, przywitanie zaliczone, możemy już zacząć pić? Chyba po to tu jesteśmy
– Draco! – oburzyła się Ginny. – Chyba o tym rozmawialiśmy, tak?
– Nie, Ginny, nie ma problemu. – Hermiona zatrzymała lawinę wrzasków przyjaciółki, która miała zaraz wypłynąć z jej ust. 
– Zawsze działał mi na nerwy – szepnęła – ale teraz też mnie denerwuje! – dodała głośniej, by Draco usłyszał.
Ten spojrzał tylko na nią z szyderczym uśmieszkiem i ponownie odwrócił wzrok. 
– Dobra, nie ma co marnować czasu, on i tak zawsze wie swoje – mruknęła panna Weasley i poprowadziła przyjaciółkę do kanapy i wskazała jej miejsce. 
– Chciałabyś może się czegoś napić? – zapytał Teo. 
– Wody, jeśli można.
– Oho! Widzę, że mamy twardego zawodnika w drużynie – zażartował Zabini. 
– Nie przyszłam tu, by opić się do nieprzytomności.
– Oczywiście, rozumiem i szanuję. Szerzmy abstynencję wśród czarodziejów!
Hermiona zaczerwieniła się i zaczęła szukać pomocy w swojej przyjaciółce. Ta uśmiechnęła się do niej i lekko poklepała ją po udzie.
– Dobra, może po krótce przedstawicie Hermionie cel waszych spotkań, bo jak widzicie jest nieco zmieszana i zawstydzona – zaproponowała.
Do odpowiedzi oczywiście wyrwał się nie kto inny, jak Blaise. Szatynka zauważyła, że nie było w nim już z nic z dawnego chłopaka, którego mijała na hogwardzkich korytarzach. Nie było w jego oczach zawiści ani pogardy, widywanej często w tamtych czasach. Teraz jego spojrzenie emanowało radością i szczęściem. Porażka Voldemorta dobrze na niego wpłynęła, wreszcie był wolny i mimo, że posiadał wśród ludzi miano byłego śmierciożercy, nie przejmował się tym. On miał swoje racje i nie obchodziła go opinia innych. Dokładnie to samo tyczyło się Teodora. W szkole był skryty i raczej nie wychylał się, gdy nie było potrzeby. Hermiona nigdy nie doświadczyła z jego strony żadnej przykrości, ani nie usłyszała z jego słów nawet najmniejszej obelgi. Zawsze trzymał się na uboczu, choć również znajdował się w kręgach zwolenników Czarnego Pana. Na szczęście, czasy terroru już się skończyły, więc mężczyźni od kilku lat mogli cieszyć się wolnością. Oczywiście to wszystko nie dotyczyło Malfoya. Blondwłosy mężczyzna zawsze był ponad to. Od kiedy pamiętał, wpajano mu ideologie stworzone przez Voldemorta. Na nich został wychowany i nie miał zamiaru tego zmieniać. Żywił się nienawiścią do mugoli oraz brudnokrwistych czarodziejów. Bawiło go dręczenie bezbronnych szlam, a w szczególności Hermiony Granger. Sprawianie jej przykrości wywoływało u niego ogromną radość. Z racji tego, że była najlepszą uczennicą w Hogwarcie, musiał uprzykrzać jej życie. Po prostu, taki obrał sobie cel – dręczenie Granger, i tyle. Nawet po tylu latach od zakończenia terroru Voldemorta, on dalej miał takie same poglądy. Chociaż teraz, gdy Teodor związał się z Ginny, dostał absolutny zakaz obrażania Hermiony, w każdy możliwy sposób. Niewiarygodnie go to denerwowało, gdyż nie dość, że musiał wysłuchiwać skrzeczenia tej zdrajczyni krwi, to jeszcze dołożyli mu do tego tolerowanie szlamy. Świat oszalał. 
– No więc, Mionko, mogę tak do ciebie mówić, nie? – upewnił się Zabini. – Zaczęło się to dawno temu…
– Blaise, nie przesadzaj – przerwała mu Ginny.
– Dobra, no to pewnego pięknego, piątkowego wieczora strasznie nam się nudziło. Spotykaliśmy suę wtedy nieregularnie i piliśmy bez przerwy ognistą. Mówię ci, to były czasy… No i wtedy wpadłem na pomysł, że będziemy się spotykać na picie tylko w piątki, co by było zdrowiej dla żołądków. No, ale Ginny nie mogła się dowiedzieć, że my sobie tu urządzamy takie libacje alkoholowe, więc Teo stwierdził, że powie Ginny, że zaprasza nas na kawę i ciastko, rozumiesz? Kawę i ciastko wieczorem, no ale nie ważne, byliśmy wtedy pijani i wtedy ten pomysł był dla nas świetny. Tak więc, w następny piątek przyszliśmy do niego – zaśmiał się – z ciastkami. Jakie było jej zdziwienie, gdy nas wpuszczała do domu! Draco jej powiedział, że przyszliśmy na męskie pogaduchy. Ja wziąłem ciastka czekoladowe, a Draco…

– Bez szczegółów, Blaise. – Malfoy przerwał wypowiedź czarnoskórego.


– Cicho bądź, przeszkadzasz! Przyszliśmy do tego salonu i tu czekał na nas już Teo. Ginny nas zostawiła, a my jak na dżentelmenów przystało rozłożyliśmy na stole trzy rodzaje ciastek i filiżanki z kawą. Założyliśmy nogę na nogę i gadaliśmy o wszystkim, tylko nie o Quidditchu, bo gdyby ona usłyszała to już by nie wyszła! Pojawiła się po chwili, a kiedy nas zobaczyła, zaczęła się śmiać i powiedziała, żebyśmy przestali odwalać i robili to, na co się umówili, bo ona i tak wiedziała po co przyszliśmy. Rozumiesz? Dziesięć minut spędziliśmy siedząc jak baby, popijając kawę, zagryzając ciasteczka i rozmawiając o rozmiarach naszych różdżek po nic! 
Hermiona wybuchnęła śmiechem. Trudno było wyobrazić jej sobie tę sytuację, gdy trójka byłych Ślizgonów dyskutuje na temat rozmiarów ich różdżek, popijając od czasu do czasu kawę. 
– No co? To było nawet ciekawe! – zbulwersował się Nott.
– No i tak się to zaczęło – zakończył Blaise.
– Draco może popiszesz się swoją umiejętnością przyrządzania drinków? – zaproponowała Ginny. – Zamiawiam dwa razy Magic on the beach*!
Malfoy pokręcił tylko głową. Ani mu się śniło gdziekolwiek wstawać i robić drinka, tym bardziej dla Weasley i Granger. To uwłaczało jego godności. 
– To my jeszcze poprosimy jedną Krwawą Rowenę* i jedno Magjito* – dodał Teodor.
– Prosimy, Dracusiu… – powiedział Zabini z miną smutnego pieska.
– Dobra! Niech wam będzie! – Draco w końcu zgodził się na ich prośby.
– Wiedziałem, że moja mina go przekona – uśmiechnął się rozbrajająco Blaise.
Po kilku minutach każdy trzymał w swojej dłoni zamówionego drinka i rozkoszował się jego smakiem. Hermiona musiała przyznać, że Malfoy był mistrzem miksologii. Jej drink składał się z wódki, likieru brzoskwiniowego oraz soku pomarańczowego i brzoskwiniowego. Na boku szklanki wbita była ćwiartka pomarańczy, a w niej znajdowała się mała parasolka. Całość prezentowała się naprawdę cudownie, a jeszcze lepiej smakowała. Z trudem stwierdziła, że był to najlepszy drink, jakiego piła dotychczas.

Po kilku wypitych drinkach atmosfera się rozluźniła i panna Granger już nie czuła stresu, ani napięcia spowodowanego przebywaniem w towarzystwie jej byłego, bądź jeszcze nie, wroga. Trudno było ustalić, czy Malfoy jest stosunkowo miły dlatego, że mu kazano, czy z własnej woli.
– Słuchaj, skarbie. – Blaise zwrócił się do szatynki. – Jesteś moją najlepszą przyjaciółką! 
Mężczyzna wyciągnął małego palca prawej ręki w stronę kobiety. 
– Przyjaciółki na zawsze?! – zapytał.
Rozluźniona promilami płynącymi w jej krwi, zaśmiała się piskliwie i dołączyła swojego palca.
Wszyscy zaczęli się śmiać z nowej pary przyjaciół, a raczej przyjaciółek.
– Blaise jesteś niemożliwy! – Teodor nie mógł powtrzymać napadu śmiechu. 
– No i co się śmiejesz? Ty nie rozumiesz naszej przyjaźni, a ona jest wieeeczna! 
– Nie zaprzeczę – dodała Hermiona.
– Wiem! – nagle krzyknął Zabini.
Oczy wszystkich zwróciły się ku niemu. Mężczyzna zdawał się być bardzo poważny, a na jego twarzy nie było śladu po uśmiechu.
– Nazwę dzisiejszy dzień tak, Kawka, drineczki i super ploteczki! – pisnął.
– Nie znam tego człowieka – skomentował to Draco z uśmiechem.
Wtedy Hermiona zauważyła coś dziwnego. Uśmiech, który gościł na twarzy blondyna wcale nie był wymuszony, sarkastyczny czy wredny. On był po prostu szczery i pełen radości. Kobieta nie spodziewała się, że taki człowiek jak Malfoy może posiadać uczucia, tym bardziej te pozytywne. Tego dnia zaczęła poznawać go od tej innej, lepszej strony i musiała przyznać, że nawet zaczęła tolerować go w takiej postaci. 
– Wiecie co? – odezwał się blondyn. – Kupiłem działkę.
– Czego? – zapytał Blaise, który nagle stał się jakiś taki rozanielony.
– Ziemi, idioto. Wyprowadzam się z Malfoy Manor i wybuduję dom na tej działce właśnie. Totalne odludzie, nie ma nikogo, oprócz jednego domu przy jeziorze. Świetna okolica i święty spokój.
– Gdzie dokładnie? – zaczęła dopytywać się Hermiona.
– Na obrzeżach Londynu, w okolicach jeziora West Bear**.
Granger nie dała po sobie poznać, że coś jest nie tak. Chciała zobaczyć minę Malfoya, gdy przyjdzie przywitać się z jedynym sąsiadem, którym okaże się ona. 
– Ładna okolica – przyznała.

Nad ranem szatynka pożegnała się z towarzystwem i wróciła zmęczona i pijana do domu. Dawno tak dobrze się nie bawiła. W zasadzie, nigdy tak dobrze się nie bawiła i to z takimi ludźmi! Oczywiście zadeklarowała swoją obecność za tydzień, na kolejnej kawce i ciastku.
To chyba stanie się także i jej tradycją.



*Magic on the beach, Krwawa Rowena, Magjito – drinki Sex on the beach, Krwawa Merry oraz Mojito przerobione na bardziej „magiczne” nazwy.
** Jezioro West Bear – nazwa jeziora wymyślona przeze mnie.

2. Kawa i ciastko

Po miesiącu już na dobre zadomowiła się w nowym lokum. W większości wszystko pozostało tak, jak było na początku – meble, kolory ścian, a także obrazy. Jedynie dokupiła parę regałów na książki, gdyż na półkach zdecydowanie brakowało dla nich miejsca oraz kilka dodatków, które sprawiały, że wystrój był w jej stylu. Dni spędzała w pracy, w której jak na złość codziennie widywała Rona. O, ironio!

Po powrocie uwielbiała rozsiadać się w hamaku znajdującym się na werandzie. Wtedy miała czas na relaks, który jak na nią przystało, skupiał się na zagłębianiu się w świat literatury.

Jednakże był listopad, dni były chłodniejsze, więc coraz rzadziej odprężała się na świeżym powietrzu. Częściej musiała zadowolić się czytaniem na kanapie w salonie.

Gazety szybko zapomniały o jej burzliwym rozstaniu z Weasleyem. W pracy nie musiała już znosić współczujących spojrzeń oraz nagadywaniu na Rona. Szczerze powiedziawszy, nie chciała o nim rozmawiać. Całkowicie wymazała go ze swojego życia i starała się o nim nie myśleć.

Pewnego wieczora do jej okna zastukała sowa. Hermiona spojrzała zdziwiona na brązową płomykówkę, gdyż nie spodziewała się żadnego listu w najbliższym czasie. Mimo to szybko uchyliła okno, by wpuścić ptaka do środka. Ten posłusznie wleciał do pomieszczenia, po czym wyciągnął nóżkę, by kobieta mogła odwiązać list. Panna Granger omal nie pisnęła z radości, gdy poznała znajome, staranne pismo.

Kochana Hermiono,
Wybacz, że nie odzywałam się przez te dwa lata. Zapewne rwałaś sobie włosy z głowy, gdy dowiedziałaś się o moim zniknięciu. Po zerwaniu z Harrym potrzebowałam spokoju, odskoczni od tego wszystkiego. Dlatego wyjechałam na tak długo, jednak niedaleko. Byłam bliżej, niż mogłaś sobie wyobrazić. Wreszcie postanowiłam się do Ciebie odezwać. Nie mam zamiaru kontaktować się z rodziną i Harrym, na razie. Spotkajmy się w najbliższą sobotę w Dziurawym Kotle o czternastej. Mam nadzieję, że nie masz żadnych planów.
Do zobaczenia, Ginny.

Kobieta otarła łzę szczęścia, po czym rzuciła sowie parę smakołyków przeznaczonych dla tych właśnie ptaków. Ta wesoło huknęła, po to, by po chwili odlecieć do swojej właścicielki.

Wiadomość od Ginny wprawiła byłą Gryfonkę w świetny humor. Z radości włączyła telewizor na jednej ze stacji muzycznych i wpadła w wir tańca. Od dziecka kochała tańczyć. Jako mała dziewczynka uczęszczała na różne kursy, od baletu, przez hip-hop, na tańcach latynoskich kończąc. Nie było muzyki, do której nie umiałaby zatańczyć. Z Ronem jednak musiała swoją pasję ograniczać, gdyż on na wszystkich imprezach, na których byli, wolał popijać Ognistą wraz ze swoimi kolegami. Jej pozostawało delikatne stukanie paznokciami o stolik oraz podrygiwanie nogą w rytm muzyki.

***

W sobotę rano Hermiona szybko udała się do pracy, gdyż czekało ją bardzo ważne spotkanie, od którego zależało, czy podpiszą współpracę z Ministerstwem we Francji. Kobiecie szczególnie zależało na tym kontrakcie, więc starała się jak najlepiej wypaść. Jednak powoli zaczynały ją męczyć te wszystkie spotkania. Coraz częściej zaczynała na poważnie rozmyślać o zmianie pracy.

Siedziała już w swoim gabinecie, gdy do środka weszła Amanda wraz z reprezentantem francuskiego Ministerstwa. Niska, szczupła sekretarka wyglądała przy nim jak zagubiona, niewinna dziewczynka. Mężczyzna był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem. Miał na sobie granatowy garnitur i eleganckie, wyglądające na świeżo wypastowane, buty. Gdy podszedł bliżej, Hermiona mogła zauważyć jego błękitne oczy oraz mocne rysy twarzy. Jego wygląd odbiegał od przyjętego stereotypu typowego francuza.

– Dzień dobry, pięknej damie – przywitał się, mówiąc po angielsku, jednak bardzo wyraźnie słychać było jego francuski akcent. Ujął dłoń szefowej Departamentu i pocałował jej wierzch, jak na gentelmana przystało. – Nazywam się Luc Mallard.
– Hermiona Granger, szefowa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. – Próbowała zachować powagę, jednak szarmanckie zachowanie mężczyzny skutecznie jej to utrudniało. – Może od razu przejdziemy do rzeczy.

Mallard kiwnął głową i uśmiechnął się. Granger wpadła mu w oko. Cóż, tylko głupiec nie zauważyłby w tej kobiecie anioła. Długie, smukłe nogi, idealna sylwetka, głębokie wcięcie w talii i spory biust. A twarz? Och, ona go wręcz onieśmielała. Czekoladowe oczy, malutki, lekko zadarty nosek i te usta... Chyba za bardzo się rozmarzył.

Rozmowa jak szybko się zaczęła, tak się skończyła. Hermiona była zadowolona z wyniku ich konwersacji, ta współpraca otworzy przed ich Ministerstwem nowe możliwości. Podała potrzebne dokumenty reprezentantowi i palcem wskazała, w których miejscach powinien pozostawić swój podpis.
– Dobrze, to wszystko. Dziękuję za spotkanie – uśmiechnęła się serdecznie.
– Tak... Rozmowa z panią to czysta przyjemność. – Mallard wstał i udał się do wyjścia. Przechodząc przez próg odwrócił się i spojrzał raz jeszcze na kobietę. – Może spotkalibyśmy się raz jeszcze? Tym razem prywatnie.
Na policzki panny Granger wkradł się lekko widoczny rumieniec.
– Przykro mi, niestety w najbliższym czasie nie mam ochoty na towarzyskie spotkania.
– Rozumiem, ale niech pani pamięta, że moja propozycja nadal będzie aktualna, do widzenia.

***

– Ginny! – pisnęła Hermiona. – Merlinie, jak ty się zmieniłaś!
Bez wątpienia, najmłodsza latorośl Weasleyów przeobraziła się w piękną, wyglądającąna szczęśliwą, kobietę. Zadbała o siebie, a jej włosy stały się bardziej bordowe aniżeli rude.
– Cześć, Miona. Dobrze cię widzieć – odrzekła Weasley. – Co tam u ciebie?Opowiadaj.
– Co u mnie? Kobieto, zniknęłaś na dwa lata, a teraz pytasz co się u mniedziało? To ja powinnam zadać ci to pytanie! Zamartwiałam się o ciebie, dzień wdzień przez dwadzieścia cztery miesiące pytałam twojej mamy, czy są wieści odciebie... Zawsze ta sama odpowiedź.
– Dobrze, wiem. Przepraszam, że uciekłam, ale to mnie przytłoczyło... Harry zemną zerwał, ja nie mogłam zostać, zrozum.
– Phi, w sumie nie masz czego żałować.
– Słucham?
– No to wychodzi na to, że najpierw to ja opowiem co u mnie... Najwidoczniej nie miałaś dostępu do Proroka Codziennego... Po twoim zniknięciu czułam się bardzo samotna, a twój brat w żaden sposób mi nie pomagał. Byliśmy bardzo szczęśliwi,a rok temu mi się oświadczył – mówiąc to spojrzała mimowolnie na miejsce, wktórym jeszcze miesiąc temu prezentował się okazały pierścionek zaręczynowy.Widocznie to wszystko było pod publikę, a Hermiona była tylko przykrywką.Westchnęła. – Cóż, było nam dobrze,jednak okazało się, że Ron jest gejem. Zdradzał mnie.
– Co?! – Ginny zachłysnęła się Kremowym Piwem, które właśnie popijała. Do głowyby jej nie wpadło, że jej brat woli facetów. Tyle lat udawał? – Z kim?
– Nie wiem, czy chcesz wiedzieć... – zawahała się kobieta. Wiadomość, iż jej bratzdradzał jej przyjaciółkę z jej byłym chłopakiem mogła jej poważnie uszkodzićpsychikę. Szczerze powiedziawszy, zabrzmiało to jak fabuła mugolskiego serialu– Moda na sukces. Jednak Hermiona widząc, że zniecierpliwiona Ginny kiwa głową,by wreszcie się dowiedzieć tej jakże sensacyjnej wiadomości, postanowiła nietrzymać przyjaciółki dłużej w niepewności. – Z Harrym.
– O. – Tyle zdołała wydusić panna Weasley, zanim nie zaczęła się histerycznieśmiać na cały pub.
Oczy wszystkich zwróciły się w jej kierunku. Słychać było ciche pomruki niezadowolenia, a także dość głośne komentarze, typu „Całkowity brak uszanowania dlastarszych osób", „Ona powinna wylądować w Mungu", „Od zawsze wiedziałem, że rude są fałszywe i jakieś takie chore psychicznie".
– Ginny? Wszystko z tobą w porządku? – zaniepokoiła się Granger.
– W jak najlepszym. Widziałam, że kręcą go faceci, ale żeby Ron? Już gorszejpartii nie mógł wybrać. Oj, Hermiono przepraszam, nie chciałam cię urazić – zaśmiała się Weasley.
– Nic nie szkodzi, nie wracajmy do tego. Ale czekaj, jak to wiedziałaś, żeHarrego kręcą faceci?
– Na początku niby nic nie podejrzewałam, ale w pewnym momencie zauważyłam, żeidąc ulicą nie ogląda się za kobietami, tylko za mężczyznami. Początkowomyślałam, że może podobają mu się ich garnitury, czy może fryzury, ale nie!Kiedyś zobaczyłam przez przypadek jego korespondencję z niejakim Augustem. Wyznawalisobie miłość i takie tam. Nie powiem, wstrząsnęło mną to i to konkretnie.Jednak po czasie przestałam się tym przejmować, moja miłość do niego zgasła takszybko jak się rozpaliła. Tylkoczekałam, aż ze mną zerwie.
– Och, Ginny... Tak mi przykro. – Hermiona posmutniała.
– Nie ma co się smucić, słońce! – Ginny w tym momencie zabrzmiała jak jej mama, Molly. – To może teraz na rozluźnienie opowiem jak tam mi minęły te dwa lata? – Hermiona kiwnęła głową, na znak że Weasley może zacząć. – Więc, gdy wyjechałam nie wiedziałam gdzie się podzieję. Na początku zatrzymałam się w pewnym hotelu prowadzonym przez gburowatego mugola, który patrzył na mnie jakbym co najmniej wymordowała mu rodzinę. Podczas pobytu tam robiłam wszystko, na co nie pozwalał mi Harry, chodziłam na dyskoteki, zapisałam się na jogę a także znalazłam pracę w jednej z kawiarni na Pokątnej. Aż dziwne, że ani razu mnie nie spotkaliście. Któregoś razu na dyskotece natchnęłam się na Malfoya z Zabinim i Nottem. Myślałam, że już po mnie, bo nasze stosunki w szkole nie wyglądały za ciekawie, ale kto jak kto, ty powinnaś o tym najlepiej wiedzieć. W trakcie tańca, po którymś drinku zrzędu, podszedł do mnie Teodor i zaczął się do mnie przystawiać! Niedoczekanie. No, ale jak to po alkoholu bywa, nie sprzeciwiałam się i tak razem przetańczyliśmy do rana. W sumie, polubiliśmy się i już kilka dni później dostałam od niego zaproszenie na spotkanie. I tak zaczęliśmy się spotykać, czasem nawet przychodziłam do niego, a tam widywałam się z jego przyjaciółmi. W sumie, to polubiłam go, tak jak Draco i Blaise'a.Widać, że dorośli. Byli dla mnie mili i nie usłyszałam złego słowa skierowanego w moją stronę. Tak po kilku miesiącach zakochaliśmy się w sobie, ja z Teo, zamieszkaliśmy razem i oświadczył mi się kilka miesięcy temu! No, co masz taką minę?
– Ja... ja nie wiem co powiedzieć, Ginny. Nie spodziewałam się.
– Uwierz mi, że ja też! Ale to, co łączy mnie z Teo... To jest wręcz nieprawdopodobne. Może przyszłabyś w piątek do nas na kawę i ciastko? Poznam was ze sobą.
– Wnioskując, iż chodzi ci o tę cotygodniową popijawę razem z Malfoyem, to ja podziękuję.
– Hermiona! Ile ty masz lat? Draco się zmienił, rozumiesz? Przynajmniej w stosunku do mnie. Wierzę, że to samo będzie w twoim przypadku.
– Nie i tyle. Nie zmusisz mnie do tracenia czasu w towarzystwie tego kretyna.
– No, dobrze. Twoja strata. – Ginny uśmiechnęła się.

Ich rozmowa mogłaby się ciągnąć w nieskończoność, jednak panna Weasley musiała wracać do domu, gdyż obiecała swojemu narzeczonemu pomoc w przygotowaniu domu na przyjazd jego rodziny. Kobiety długo się żegnały, aż w końcu każda teleportowała się do własnego domu.

***

Cześć i czołem! Początkowe rozdziały są u mnie najgorsze, bo najwięcej wnoszą do fabuły i trzeba je napisać tak, by czytelnik wiedział, czy chce czytać historię dalej, czy nie. Wiem, że moje nie są jakieś wybitne, ale nie zrażajcie się proszę!


Serdecznie zapraszam do wyrażania swoich opinii na temat tego opowiadania :) To bardzo motywuje!
Coś mi się dzieje z notkami, spacje mi uciekają :( Wybaczcie mi to, próbuję to poprawiać, jednak nie jestem w stanie wyłapać wszystkiego. 

1. Prorok codzienny

Od zakończenia edukacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart wiele się zmieniło. Złota Trójca, jak ich nazywano, składająca się z Harrego Pottera, Hermiony Granger oraz Ronalda Weasleya od kilku lat zasiadała na ciepłych posadach w Ministerstwie Magii. Hermiona wraz z Ronem tworzyli idealną parę. Owszem zdarzały się kłótnie, ale jak to mówią - związek bez kłótni, to jak czarodziej bez różdżki.

Harry Potter, słynny Wybraniec, znany w całym czarodziejskim świecie, nie nacieszył się związkiem z Ginny Weasley. Zostawił ją dla innej, a tą inną dla kolejnej i następnej... Potter odkrył, że nie jest stworzony do stałych związków. A Ginny? Załamała się i wyjechała, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo do kogo i z kim. Z resztą, mało go to obchodziło.

Gdy w zeszłe wakacje rozeszła się wieść o zaręczynach panny Granger i pana Weasleya, w mediach aż zawrzało. Rita Skeeter, znana ze swojej wścibskości dziennikarka, chcąca jako pierwsza przeprowadzić rozmowę z przyszłym małżeństwem, praktycznie dzień i noc siedziała pod Norą. W końcu, dla świętego spokoju, narzeczeni zgodzili się odpowiedzieć na kilka pytań. Dzień później pojawili się na okładce Proroka Codziennego, na którym widniał dumnie nagłówek „ROZPAD ZŁOTEJ TRÓJCY - RUDY SIĘ ŻENI!".

Hermiona dzięki swojemu samozaparciu i dążeniu do celu spełniała się jako szefowa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Ron i Harry zostali aurorami, tak jak sobie to zaplanowali. Po tym, jak Voldemort został pokonany, aurorzy nie mieli za dużo do roboty. Od czasu do czasu zdarzały się pojedyncze akcje, ale w większości ich praca polegała na wypełnianiu papierkowej roboty.

***

Październikowe słońce otulało twarz Jeszcze-Panny Granger. Kobieta uśmiechnęła się promiennie i ponownie zanurzyła się w powieści, którą właśnie czytała. Skończyła pracę wcześniej, więc mogła spokojnie wrócić do domu i nacieszyć się ostatnimi ciepłymi chwilami tego roku. Jej narzeczony Ron był jeszcze w Ministerstwie. Ostatnio dużo pracował, wychodził wcześnie rano i wracał późnym wieczorem. Przepracowywał się, według Hermiony, oczywiście.

- Hermiono! Kolacja na stole - zawołała radośnie przyszła teściowa panny Granger.
Hermiona kochała tę kobietę. Miała w sobie tyle empatii i miłości, że spokojnie wystarczyłoby dla wszystkich pracowników Ministerstwa. Ba, jeszcze by zostało.
Zebrała się z wygodnej kanapy, po czym udała się do jadalni.

- Są jakieś wieści od Ginny? - Hermiona zadawała to pytanie codziennie, od dwóch lat. Niestety zawsze odpowiedź była ta sama.
- Nie.

Ginny wyjechała od razu po zerwaniu z Harrym. Zostawiła list, w którym zastrzegła, by jej nie szukać. Potrzebowała spokoju.
Była Gryfonka uśmiechnęła się blado i zajęła miejsce przy stole. Przed nią pojawiła się taca z kanapkami, a zaraz po tym Molly podała jej herbatę. Grzecznie poczekała, aż starsza kobieta zajmie miejsce naprzeciwko niej i powoli ugryzła pierwszy kęs kanapki z serem, wędliną oraz pomidorem.

- Rona jeszcze nie ma? - zapytała pani Weasley po dłużej chwili.
- Nie. Ostatnio często wraca późno w nocy. W ogóle się nie widujemy. Gdy on przychodzi ja już śpię, zmęczona oczekiwaniem, a kiedy rano wychodzi, żegna się szybkim pocałunkiem. W pracy również się nie widujemy, ja jestem zajęta ciągłymi rozmowami z ambasadorami innych krajów, zaś Ron... Sama nie wiem.
- Nie przejmuj się słońce, na pewno w pracy ma masę obowiązków. Harry również nie pojawiał się u nas od dłuższego czasu, nie sądzisz? Chyba muszą mieć jakieś bardzo ważne zlecenie.
- Chyba... - odrzekła niepewnie Hermiona.

Od pewnego czasu podejrzewała Rona o romans. Oczywiście nie wierzyła w to, tłumaczyła wszystkie swoje poszlaki jej wybujałą wyobraźnią. Ron by jej tego nie zrobił. Nigdy.


***

- Ron, cholera! Zaraz ktoś tu wejdzie!
- Cii, kochanie. - Rudowłosy przycisnął palec do nabrzmiałych warg. - Rzuciłem zaklęcie wygłuszające i zabezpieczyłem drzwi. Mówiąc to powrócił ustami do przerwanej czynności. Uwielbiał to.

Z każdym ruchem jego miłość życia jęczała z rozkoszy. Jeszcze chwila i oboje spełnili się w tym samym czasie. Nagie ciała opadły zmęczone na fotel przetransmutowany w ogromne łoże.
- I co teraz? Znów wrócisz w nocy, nie odzywając się do niej słowem? Zrozum to, Hermiona kiedyś się dowie, o ile już się nie domyśla.
- Już niedługo, zerwę zaręczyny byśmy mogli być razem już na zawsze.
- Zranisz ją tym.
- Nie dbam o to, to ty jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
- Och, Ron... - Ciche jąknięcie zostało przerwane.

Rozległ się huk.

Ściana nie wytrzymała ugodzona zaklęciem Bombarda Maxima.

***

Hermiona przyszła do pracy punktualnie. Już od wejścia przywitały ją współczujące spojrzenia. Ona sama, nie wiedziała jednak o co chodzi. Zła wiadomość miała dopiero nadejść. Nie zważając na oczy innych pracowników, poprosiła swoją sekretarkę - Amandę, o zrobienie kawy i przyniesienie do jej gabinetu najnowszego wydania Proroka Codziennego.
- N-n-nie wiem czy to dobry pomysł, Hermiono - zwróciła się do niej sekretarka.
Panna Granger zabroniła mówić współpracownicy do niej po nazwisku i na pani, gdyż każdego traktowała jak równego sobie. Poza tym kobieta była w jej wieku, więc dziwnie czułaby się słysząc od niej codziennie „Dzień dobry, panno Granger". Wołała najzwyklejsze „Witaj, Hermiono".
- Czemu miałby to być zły pomysł? - zaśmiała się. - No, już. Czekam w gabinecie.
Po niespełna pięciu minutach w małym pomieszczeniu, zwanym Gabinetem Szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów pojawiła się Amanda. Wręczyła gazetę swojej szefowej i postawiła świeżo zaparzoną kawę na ławie, lecz nie wyszła, jak to miała w zwyczaju. Nie chciała zostawiać Hermiony samej w zaistniałej sytuacji. Mimo wszystko, darzyła ją ogromną sympatią, można nawet powiedzieć, że kobiety się zaprzyjaźniły.

Granger rozsiadła się wygodnie i rozłożyła gazetę. Nagłówek wybijał się ponad cały tekst, nie dało się go nie zauważyć.

RON WEASLEY PRZYŁAPANY NA ZDRADZIE!

Wczorajszego wieczoru dostałam fascynującą wiadomość! Ronald Weasley został złapany na gorącym uczynku. O co chodzi? Już tłumaczę!

Młody Weasley, słynny auror znany ze swoich ognisto-rudych włosów pokazał swój równie gorący temperament. Z tajnych źródeł wiem, iż jego narzeczona Hermiona Granger wzbraniała się przed pójściem z nim na całość przed ślubem.

Ten rozjuszony emocjami oraz napalony mężczyzna znalazł ujście swoich rządz w ramionach nikogo innego, jak samego Harrego Pottera! Tak, dobrze przeczytaliście! Dobrze wam znany Przywódca Złotej Trójcy, Wybraniec oraz Chłopiec, który przeżył w jednym, porzucił swoje dotychczasowe podboje w postaci kobiet, dla najlepszego przyjaciela, a przy tym narzeczonego jego przyjaciółki. W gabinecie Harrego Pottera przyłapał ich jeden z ochroniarzy Ministerstwa Magii, który zaalarmowany krzykami dochodzącymi z gabinetu Pottera, rozburzył ścianę zaklęciem.

Gdy tylko dostałam cynk, jak najszybciej udałam się na przeprowadzenie z kochankami wywiadu! Nie byli chętni do rozmowy, ale po ich minach można było stwierdzić, że ochroniarz im przeszkodził w poznawaniu swoich ciał. Nie udzielili mi żadnych odpowiedzi, lecz udało mi się wyłapać kilka słów z ich rozmowy.
- Mówiłem, że tak się skończy, Ron!
- Wynoś się, Skeeter! Nie rób z tego sensacji! Moi prawnicy cię zniszczą!
- Harry, będzie dobrze, skarbie.

Pozostaje pytanie, czy Hermiona Granger wiedziała o wszystkim? Czy może wszystko było przed nią ukrywane? Już jutro dowiecie się tego z najnowszego wydania Proroka Codziennego!

Zawsze z najgorętszymi sensacjami, Rita Skeeter.

Hermiona spojrzała na zdjęcie dołączone do artykułu. Przedstawiało jej narzeczonego, w sumie teraz można o nim mówić już jako były, a więc byłego narzeczonego w objęciach Harrego Pottera. Jej ciało przeszył dreszcz. Nigdy nie czuła się tak upokorzona. Te wszystkie lata, które spędzili razem odeszły w niepamięć. W jej oczach zalśniły łzy.
- Hermiono... - Po krótkim milczeniu odezwała się Amanda. - Tak... tak mi przykro.
- Nic nie mów. Chcę zostać sama - wyszeptała panna Granger.
- Tak, to zrozumiałe - mówiąc to posłała szefowej współczujący, blady uśmiech, po czym opuściła pomieszczenie.

Kobieta otarła łzy spływające po jej policzkach. Musiała być silna, była w pracy. Nie mogła sobie pozwolić na takie chwile słabości.

Po chwili zaczęła rozmyślać. Będzie musiała wyprowadzić - to jasne. Znajdzie sobie jakieś przytulne mieszkanko, bądź mały dom na uboczu, taki o jakim zawsze marzyła. Z Ronem nie miała już o czym rozmawiać, jej uczucie do niego umarło wraz z przeczytaniem artykułu Rity Skeeter. Zrządzenie losu, że akurat jest jej w tym momencie wdzięczna. Choć, nikt nie chciałby dowiedzieć się o zdradzie z gazety, prawda? No, a ktoś by chciał dowiedzieć się o tym w ogóle? Co to za potworne uczucie, mieć świadomość, że dzieliło się łóżko z kimś, kto jeszcze godzinę wcześniej gził się wesoło w ramionach wspólnego przyjaciela? Niedoczekanie.

Postanowiła na razie o tym nie myśleć. Wyżyje się w domu, wszystko mu wygarnie, rzuci na niego klątwę, pobije, cokolwiek. Ale w domu, nie teraz, nie tutaj.

Wyrwała pierwszą stronę gazety i spaliła ją zaklęciem. Przewertowała Proroka szybko i zatrzymała się na końcu, by przeglądnąć oferty domów i mieszkań na sprzedaż. Jej uwagę przykuło jedyne ogłoszenie, do którego załączone było zdjęcie.

„Sprzedam mały, przytulny domek z cudownym widokiem na jezioro. Idealny dla ludzi chcących przebywać w samotności i wśród przyrody. Serdecznie polecam i zapraszam do kontaktu poprzez sowę!"

- Biorę - powiedziała cicho i zabrała się za pisanie listu.

***

- Zadowolony jesteś z siebie? - zapytała Hermiona siląc się na spokojny ton.
- Nie wiem o co ci chodzi, kochanie - odrzekł Ron udając, że nic się nie wydarzyło.
- O twój pieprzony romans z Harrym! Jak mogłeś mi to zrobić, co? Nie wstyd ci? Kłaść się co noc obok mnie w jednym łóżku? Ile to trwa?
Cisza.
- Zadałam pytanie! - Powoli zaczynała tracić nerwy. - Ile się z nim pieprzysz?!
- Trzy miesiące - powiedział półgłosem. - To był nic nie znaczący seks.
- Czy ty siebie słyszysz Ronaldzie?! Ty cholerny, zadufany w sobie egoisto! Kochałam cię, rozumiesz? Obrzydziłeś mi miłość. Brzydzę się tobą...
- Ja egoistą? To wszystko twoja wina, gdybyś wreszcie mi się oddała...
- Zamknij się! Z kim ja żyłam przez te lata?
Hermiona nie czekała na odpowiedź byłego narzeczonego. Podeszła do niego i wymierzyła mu jeden solidny, siarczysty cios w policzek. Odsunęła się, po czym wyrzuciła w jego stronę pierścionek zaręczynowy.
- Masz, przyda się jak będziesz oświadczał się Potterowi. Żegnaj. - Ostatni raz spojrzała na niego z obrzydzeniem w oczach, po czym machnięciem różdżki spakowała wszystkie swoje rzeczy i opuściła Norę, a wraz z nią swoje dotychczasowe życie.

Trzask towarzyszący teleportacji stłumiony został przez szum drzew. Była na miejscu. Podeszła bliżej do domu, którego adres wskazał sprzedawca. Faktycznie, tak jak w ogłoszeniu domek prezentował się bajecznie. Otaczały go wysokie, rozłożyste drzewa. Był to parterowy, niewielki, biały domek, któremu dodawała uroku weranda ciągnąca się wokół domu. Rzeczywiście, po lewej stronie rozciągało się jezioro, wesoło połyskujące w blasku październikowego słońca.

Właściciel stał przy wejściu. Był to na oko czterdziestoletni mężczyzna, z ciemnymi, siwiejącymi włosami, brązowymi oczami i lekkim, kilkudniowym zarostem. widząc iskierki w oczach panny Granger już wiedział ,że kupi od niego ten dom. należał się jej, po tym co zrobił jej Weasley. Już wszyscy wiedzieli. Prorok Codzienny rozszedł się jak świeże bułeczki, większość magicznego świata wiedziała o romansie z Potterem.

- Mogę zobaczyć go od środka? - Zapytała niepewnie.

- Oczywiście, zapraszam.

W środku domek prezentował się jeszcze lepiej. Po przejściu przez werandę i wejściu do środka znaleźli się w niewielkim holu o białych ścianach, w którym znajdowała się duża szafa i lustro. Z holu od razu przechodziło się do otwartego salonu połączonego z kuchnią. Otwarta przestrzeń dodawała pomieszczeniu przestronności. Kuchnia zachowana była w odcieniach bieli i beżu, salon zaś beż łączył z szarością. Na podłodze leżał ogromny, biały, puchaty dywan. W centralnej części umieszczona została kanapa wraz z dwoma pasującymi fotelami, przed nimi stał stolik kawowy, a na ścianie wisiał telewizor.

Telewizor, to była nowość w magicznym świecie. Pewna firma podłapała pomysł od mugoli i już od niespełna roku można było we własnym domu mieć odrobinę zwykłego, mugolskiego świata. Telewizor przywołał w Hermionie miłe wspomnienia, kiedy to oglądała wieczorami bajki razem z rodzicami. Na ścianie wisiały dwa obrazy przedstawiające szczęśliwa rodzinę, zapewne właściciela domu oraz jego żonę i dzieci.

- Dlaczego pan sprzedaje ten dom? - nagabnęła Hermiona.

- Przywołuje złe wspomnienia, nie chcę o tym rozmawiać - zbył ją, Otwierając drzwi do jednego z pokoi. - Tu znajduje się sypialnia. Wszystkie meble tutaj zostają, nie chce ich brać ze sobą.

- Rozumiem - kiwnęła głową Hermiona.

Obejrzała jeszcze drugą sypialnię, łazienkę z dużą wanną i gabinet.


- Zdecydowałam - uśmiechnęła się. Mimo uśmiechu na twarzy, w oczach kobiety można było zauważyć pogrążone w smutku iskierki. Minie dużo czasu, nim się pozbiera całkowicie po stracie. - Kiedy mogę się wprowadzić?

Prolog

Gdy myślisz, że wszystko masz poukładane pada strzał.
Wszystko się wali.
Wali się po to, by po jakimś czasie na nowo się ułożyło.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
Pamiętaj.
Żadne słowa nie wytłumaczą zdrady.
Żadne gesty nie sprawią, że coś zostanie wymazane.
Żadne przeprosiny nie załatają złamanego serca.

Co zrobić, gdy stracisz osobę, na której ci zależało?
Co począć, kiedy zobaczysz ją w ramionach kogoś innego?
Nic.
Czekaj.

Na dobre rzeczy bowiem, warto czekać.


Witam serdecznie na moim blogu! Mam nadzieję, że opowiadanie, którę piszę przypadnie wam do gustu :) Zapraszam do wyrażania swoich opinii w komentarzach. 
Theme by Hanchesteria